Płaczący Bóg

Posted by on in Sprawy podstawowe
  • Font size: Larger Smaller
  • Hits: 641
  • 0 Comments
  • Subscribe to this entry
  • Print

b2ap3_thumbnail_Jezus.jpg

Płaczący Jezus to jedna z najbardziej zdumiewających scen opisanych w Biblii. Co sprawiło tak emocjonalną reakcję Jezusa?

Podczas wędrówki po Judei Mistrz z Nazaretu otrzymał informację, że Łazarz, Jego mieszkający w Betanii przyjaciel, zachorował. Wyrzekł wtedy do uczniów znamienne słowa, że „nie na śmierć jest ta choroba”. Jednak po kilku dniach Łazarz umarł, a Jezus zarządził wymarsz do Betanii. Na miejscu okazało się, że Łazarz nie żył od czterech dni, a On sam spotkał się z wymówkami, że gdyby tam był, gdyby nie opuścił przyjaciela w chorobie, pewnie by to tego nie doszło. Odpowiedź Jezusa była spokojna: „Ja jestem zmartwychwstanie i żywot. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”. Potem kazał się zaprowadzić do grobu przyjaciela, stanął przed nim i... zapłakał1.

Wstrząsająca to scena. Oto Stwórca i Pan świata. Ten, który właśnie oświadczył, że gdzie JEST On, tam śmierci nie ma. Wiemy, że za chwilę ożywi Łazarza i wywoła z grobu. Że siądzie z przyjacielem do uczty, że obaj oddadzą się przyjacielskiej pogawędce. Jezus też o tym wszystkim wie. A jednak płacze.

Nad czym? Wielka to tajemnica — płacz Boga. Jego miłość, emocje, uczucia. Może płakał nad cierpieniami, których doznał Łazarz? A może nad cierpieniem, które wszystkim ludziom przyniósł grzech? Jedno wiemy na pewno. Kiedy Jezusa dręczono i krzyżowano, nie wygłosił słowa w swojej obronie, jednego słowa skargi, a litujących się nad Nim stanowczo uciszał2. Bóg nie płakał nad sobą. Płakał nad grobem przyjaciela, którego miał moc wskrzesić.

Jakie z tego wydarzenia płyną wnioski dla nas? Po pierwsze pamiętajmy, że i my, tak jak Łazarz, jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. Płacze On nad nami i pamięta o nas także wtedy, kiedy wyrzekamy: Panie, dlaczego Ciebie nie było? Gdybyś był... Po drugie, i to już jest wniosek przygnębiający, grzech spowodował, że na świecie dzieją się rzeczy zdolne wycisnąć łzy nawet z oczu Boga. Dopiero na nowej ziemi Pan otrze wszelką łzę z oczu3. Także swoich.

Czy Bóg położy nas na płatkach róż?

Albo czy jest złotą rybką? A jeśli jest, to ile życzeń spełnia i dlaczego tak mało?

Wielu z nas chciałoby handlować z Bogiem. Pierwszym towarem, jaki mamy na zbyciu, jest wiara. Możemy ewentualnie uwierzyć, ale w zamian oczekujemy, że ominą nas przykrości życia, a nasze życzenia się spełnią.

Modlitwy takich ludzi są bardzo szczegółowe. Wiedzą dokładnie, w czym ma im Bóg pomóc i jak. Właściwie można odnieść wrażenie, że Bóg jest co najwyżej gońcem, który ma precyzyjnie wykonać polecenia menedżera zanoszącego modlitwy. Kiedy układ menedżer–goniec okazuje się nie funkcjonować, ludzie postanawiają od Boga odejść. Dochodzą do wniosku, że albo On w ogóle nie istnieje, albo też szczególnie się na nich „zawziął”. Lista skarg i zażaleń takich osób jest długa. Od zupełnych drobiazgów, takich jak nieodwzajemniona miłość nastolatka czy plotkująca koleżanka, aż po sprawy naprawdę poważne: śmierć osoby bliskiej, chorobę, biedę. Niektórzy zarzucają Bogu, że nie usuwa z ziemi wszelkiego zła radykalnie i natychmiast.

Tymczasem relacje między człowiekiem a Bogiem są bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje. Kiedy egipski mnich Antoni zadręczał Boga pytaniami, czemu toleruje niesprawiedliwość, usłyszał w odpowiedzi wewnętrzny głos: zajmij się sobą Antoni, bo zrozumienie sądów Bożych nie wyjdzie ci na dobre4.

Otóż to. Najpierw zająć się sobą. Znaleźć własne miejsce w relacji człowiek–Bóg. Oddać pierwsze miejsce Bogu. Wiara nie jest żadną wartością i nie nadaje się na handel. Demony też wierzą i nic z tego nie wynika5.

Wartość stanowi dopiero wiara żywa. Taka, dzięki której otwieramy się na Boga. Wtedy już nie my się modlimy, tylko Duch Boży modli się w nas. Ten, który sprawia i chcenie, i wykonanie. Modlitwy przestają brzmieć jak lista skarg i wniosków. Przypominamy sobie, że Jezus ostrzegał przed chciwością6, że życie jest czymś więcej niż pokarm i odzienie7, że puste jest to, czego szukają ludy tego świata8. My w modlitwach mamy zabiegać o Królestwo Boże, a cała reszta będzie nam dodana.

Cała reszta dodana. Czy to znaczy, że nie spotka nas nic złego? Spotka. Wraz z grzechem zło weszło w świat. Nie omija wierzących i niewierzących. Nikogo nie omijają choroba, starość, śmierć. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości niech przypomni sobie apostoła Pawła. Wycierpiał on wielokrotne biczowanie, kamienowanie, katastrofy morskie, by ostatecznie umrzeć w hańbie i cierpieniu.

Są, i to niestety całkiem liczne grupy chrześcijan, którzy zamiast handlu wiarą proponują Bogu całkowicie materialny handel. Wierzą, że w zamian za określone uczynki albo datki pieniężne Bóg zapewni im finansowe powodzenie i spełnienie innych, światowych potrzeb.

To wielkie nieporozumienie. Bóg niczego od nas nie potrzebuje, gdyż już wszystko ma. Nic nie należy do nas. Jeśli postępujemy właściwie, jeśli dajemy pieniądze na godne tego cele, to po prostu spełniamy swój obowiązek. Nic nam się za to nie należy. Mamy co najwyżej prawo powiedzieć: „sługami nieużytecznymi jesteśmy”9.

Czy w takim razie wiara nie powoduje żadnych skutków? Powoduje. Kto wierzy w Jezusa, ten już przeszedł ze śmierci do żywota10. Wystarczy.

Czy da się żyć na duchowym haju?

Idąc na spotkanie z Bogiem, idziemy wąską ścieżką i przechodzimy przez wąską bramę. Najpierw musimy ominąć agresywną ateistyczną propagandę. Kiedy dotrze do nas, że Wszechmocny Bóg jednak istnieje, grozi nam pokusa, żeby tą Mocą sterować, żeby coś z tego natychmiast mieć. Kiedy i tę pokusę uda się ominąć, przeżywamy nawrócenie.

Nawrócenie to nawiązanie osobistej relacji z Bogiem. Chwila podniosła. Oślepiająco jasna. W sposób niełatwy do wyrażenia słowami obejmujemy nagle porządek świata. Zaczynamy widzieć sprawy we właściwej perspektywie. Coraz to nowe zjawiska układają się w całość.W miejsce mrocznego chaosu pojawia się światło. W miejsce nachalnego banału — duchowa głębia. Czujemy obecność Bożą. Nawrócenie to skokowy wzrost naszego rozumienia świata. Towarzyszą mu uczucia pozytywne i bardzo intensywne zarazem.

Przywiązanie do tych uczuć może się stać kolejną pokusą. Przejściu z ciemności w światłość towarzyszy ogromna radość. Może nawet euforia. Tylko nie wolno zapomnieć, że światłość jest Bożą normalnością. Trzeba do niej przywyknąć, a euforia stopniowo minie.

Bóg jeszcze nie raz zedrze nam zasłony z oczu. Jeszcze nie raz przeżyjemy radość z tym związaną. Celem jest Bóg, a radość tylko skutkiem poznawania Go. Kto się pomyli, kto uczucie euforii towarzyszące nawróceniu uzna za cel sam w sobie, ten bardzo pobłądzi.

Nawróceni też mają kłopoty, cierpią niesprawiedliwość, chorują. Łatwo im wtedy pytać: dlaczego Cię nie ma, Panie? Łatwo stać się psem Pawłowa: skojarzyć Boga z radością.

Pamiętajmy, że w przejażdżkę na szczyty euforii mogą nas zabrać różne duchy. Niekoniecznie Duch Boży. I te duchy czekają na ofiary w postaci ludzi, którzy swoim celem uczynili silne przeżycia, a nie Boga.

Nie brak przywódców religijnych, którzy potrafią wprowadzić swoich wiernych w ekstazę, trans, histerię. Działają jak narkotyk. I jak narkotyk uzależniają. Dlatego stają się milionerami. Wyznawcy pozbawieni kontaktu z nimi przeżywają stan podobny do narkotycznego zjazdu, psychiczną pustkę. Pogoń za euforią nie jest duchowym wzrostem. Żeby czuć cokolwiek, trzeba podbijać stawkę, aż już się nie da. Prędzej czy później tam, gdzie miał być duchowy rozwój, pojawiają się ruiny.

Jest to pułapka, która czeka na tych, którzy już byli nawróceni, lecz do swego nawrócenia przywiązali się bardziej niż do Boga. Na duchowym haju życia spędzić się nie da.

Pokój mój zostawiam wam

Zaprzyjaźniając się z Bogiem, nie zyskujemy złotej rybki do spełniania życzeń materialnych, nie zyskujemy też metody uzyskiwania radości na zawołanie. Zyskujemy dużo więcej: Przyjaciela, który nigdy nie zdradzi, który potrafi śmiać się z nami i z nami płakać.

„Pokój mój zostawiam, pokój mój daję wam”11 — powiedział Jezus. Pokój ten wynika ze stałej obecności Bożej. Bóg jest przy nas, gdy wspinamy się na szczyty nieba, jest przy nas i wtedy, gdy spadamy w otchłań, gdy leżymy w grobie12.

Głęboki wewnętrzny pokój nie jest ulotną euforią. Jest trwały. Bóg, jeśli tylko pozwolimy mu się prowadzić, zadba i o nasze potrzeby materialne, i o rozwój duchowy. W sposób dla nas najlepszy. Utkną na manowcach ci, którzy chcą sami decydować, co przyjąć z ręki Bożej13.

Mamy przyjaciela, który nie opuści nas do końca. Który stanie nad naszym grobem i nie będzie mógł powstrzymać łez. Wybuchnie płaczem. A jednocześnie będzie miał moc nas wskrzesić.

Marek Błaszkowski


1 Historia wskrzeszenia Łazarza opisana jest w 11. rozdziale Ewangelii Jana.
2 Zob. Łk 23,28.
3 Zob. Ap 21,4.
4 Zob. Apoftegmaty Ojców Pustyni, Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007, s. 131.
5 Zob. Jk 2,19.
6 Zob. Łk 12,15.
7 Zob. Łk 12,23.
8 Zob. Łk 12,30.
9 Zob. Łk 17,10.
10 Zob. J 5,24.
11 Zob. J 14,27.
12 Zob. Ps 139.
13 Zob. Hi 2,10.

- - - - - - - - -

Źródło: http://znakiczasu.pl/trzymajac-sie-slowa/147-i-zaplakal-jezus

 

 

Last modified on
0

Comments